sobota, 26 grudnia 2015

"Podaruj mi miłość" by Stephanie Perkins

Dzisiaj ostatni dzień świąt, a dokładniej ostatni wieczór i chociaż zamierzałam przez te trzy dni przeczytać dwie książki, wśród tego całego zgiełku, pośpiechu i cudowania udało mi się pochłonąć jedynie jedną pozycję, ale pozycję na tyle interesującą, że dzięki niej poznałam aż dwanaście wspaniałych historii. Jedne lepsze, drugie gorsze, ale wszystkie w magicznej otoczce świąt. Na moje nieszczęście i myślę wielu Polaków w tym roku zamiast białego kocyka otrzymaliśmy dziurawy płaszcz przeciwdeszczowy. Omijając przykry epizod zabrałam się do lektury. Dwanaście opowiadań pochłonęłam w parę godzin, rozpoczynając wczoraj późnym wieczorkiem i kończąc parę minut temu.

„Podaruj mi miłość – 12 świątecznych opowiadań”

Zbiór został zebrany przez Stephanie Perkins, która wraz z innymi jedenastoma autorami młodzieżowymi stworzyła tą wspaniałą pozycję. Każde opowiadanie przedstawia osobną historię miłosną. David Levithan opowiada o homoseksualistach, a Jenny Han o elfach i Świętym Mikołaju. Z tego co wiem w owym projekcie wzięła udział, że tak powiem elita takich młodzieżowych historii. Niestety sama kojarzę jedynie kilku, jak Gayle Forman, która napisała między innymi „Zostań jeśli kochasz.”, „Wróć jeśli pamiętasz”, Rainbow Rowell, autorka „Eleonora&Park” oraz „Fangirl” i przecudowna Stephanie Perkins dzięki której to wszystko się odbyło, również autorka książki o banalnej fabule, beznadziejnym tytule, ale również przecudownym wnętrzu „Anna i pocałunek w Paryżu”.
Każde opowiadanie uchwycone jest w tej magii świąt, prócz pierwszego które rozgrywa się w niejeden sylwester. Trochę brzmi  niegramatycznie, ale inaczej tego w słowa ująć nie potrafię. Historie banalne, przewidywalne i mogą zawieść niejednego mola książkowe,  więc jak tu wyjaśnić mój zachwyt ową pozycją?

„Ale teraz to już nie ma znaczenia, że nie możecie znaleźć mojego domu. Ważne, że ja go znalazłam.”

Jak już mogłam wspomnieć jedne opowiadania były lepsze, drugie gorsze, ale tak już bywa, nie każdy jest na identycznym poziomie. Moje serce podbiło aż pięć epizodów plus jeden który o włos się omsknął. Bardzo spodobało mi się opowiadanie „Północ”, gdzie moje serce złapał Noel i nie chce puścić, prócz tego „Cud Charliego Browna”, gdzie chciało mi się śmiać czytając perypetie bohaterów. Denerwujące w wielu historiach była miłość od pierwszego wejrzenia, gdzie już po paru godzinach całują się w jakichś zakamarkach, albo zrywają z chłopakiem po paru dniach znajomości z innym, jednak dla niektórych chwil warto brnąć przez te zaspy śniegu i dotrzeć do zamkniętego lisa lub do jakiegoś punktu niezaznaczonego nawet na mapie. Miasteczko Christmas wita wszystkich, a pewien kucharz mógłby upiec ciasteczka i dla mnie.

„Bo wiesz, dziewczyna która raz skosztowała  twojego pierniczka, nie zadowoli się już niczym innym…
-Czy to jakiś kelnerski podryw?
-O tak. Zdecydowanie.”


Kto by pomyślał że w takiej pozycji znajdzie się tyle magii? Ja niestety nie poczułam jej w te święta, ale przy kubku kawy, była to cudowna lektura, okładka umili każde oko, a lekki styl pisania jest dobry dla każdego zmęczonego wędrowca po długim dniu, a do tego cudowna wstążeczka na której widok wypłynie na naszą twarz promienny  uśmiech, bo nigdy nie wiemy, czy przypadkiem nie patrzy na nas Śniący.

„Muzyka zawsze towarzyszyła mi w takich chwilach.
W ciemnej łazience.
W samotności.”


Jeżeli tylko masz ochotę, jeszcze nie opuściła cię cała atmosfera lub mimo kończących się świąt nadal jej nie doświadczyłeś drogi czytelniku, może to doskonały moment aby sięgnąć po dwanaście  świątecznych opowiadań?

P.S Zapraszam na stronę wydawnictwa otawrte, gdzie z tego co mi wiadomo jest możliwość przeczytania opowiadania Gayle Forman i wysłania pocztówki z ciekawym cytatem do ukochanej osoby. Owo opowiadanie według mnie jest jednym z lepszych, więc zachęcam.

M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz