poniedziałek, 28 grudnia 2015

"Nocna szkoła" C.J. Daugherty

Witajcie! Śniegu nadal brak, za oknem ciągle pada pomyślałam sobie, że przejmę ten deszczowy klimat i pojadę do Londynu, by tam z bohaterami serii Wybrani spotkać się już ostatni raz.

„Dziwne - pomyślała Allie. – W piekle powinno być gorąco.”

Allie to rozwydrzona nastolatka, która już nie raz miała problemy z prawem. Pewnego dnia jej rodzice nie wytrzymują oraz wysyłają ją do szkoły z internatem, gdzieś pośrodku pustkowia dla młodzieży takiej jak ona. Jednak to tylko historia opowiedziana przez rodziców, w rzeczywistości bohaterka trafia do elitarnej szkoły o dziwnych zasadach, interesującej historii oraz wypełnionej bandą bogatych dzieciaków. Sama Allie nie ma żadnych wyższych dóbr materialnych, a na dodatek dziewczyna zaczyna przeżywać swoje pierwsze miłości. 

„-Ale jak mam to odróżnić? – Allie patrzyła na nią żałośnie. – Skąd wiesz, która miłość jest która?
-Ach… - Dziewczyna położyła się obok i nakryła je kołdrą. – To właśnie najtrudniejsze pytanie.”

Od samego początku wydaje nam się, że to zwykła seria, o zwykłych nastolatkach, gdzie jedynymi problemami są licealne miłości oraz czy dobrze będę wyglądać na balu. Z czasem jednak przekonujemy się, że cała szkoła jest wciągnięta w spór o władzę, a najwyższą cenę zapłacą uczniowie Cimmerii. Nie obejdzie się również bez trójkąciku miłosnego, gdzie często sam czytelnik ma problem, który ideał wybrać, bo z czasem już chłopcy nie są tacy cudowni. Sama bohaterka przez prawie całą serię zastanawia się którego kocha bardziej i choć z początku był to główny wątek, z czasem został zepchnięty na drugi plan by dać miejsce zawiłym zagadką, powiązaniom i chęciom władzy. Nadal zastanawiam się czy jestem team Carter, za którym byłam od pierwszych stron. Opiekuńczy, przystojny, posiadający taką ciepłą aurę sierota, czy team Sylvain który swoim romantyzmem ukradnie każde serce. Raz byłam za jednym, raz za drugim, aż z czasem nie miałam pojęcia którego wolę bardziej. Czas pokaże czy moja słabość do Francuzów wygra ;) Pod koniec trzeciego tomu miałam już dość i doszłam do wniosku, że z kim by nie była, będzie dobrze. 

„Chciała, żeby ją trzymał w objęciach i powtarzał jej, że wszystko będzie dobrze. Tak jak kiedyś.
Bo nic nie było ani dobrze, ani tak jak kiedyś.”

„-To nie sen – powiedziała. Ona też nie mogła w to uwierzyć .
Podniosła rękę i przeczesała palcami jego wilgotne, splątane włosy. Przyciągnęła do siebie jego głowę, aż ich usta się zetknęły.
-To rzeczywistość.”

Właśnie, piszę ostatni raz bo dzięki Martha Oakiss z bloga "Secret Books" wzięłam się w troki by chociaż trochę wziąć udział w jej akcji SecretLastBooks , polega ona na skończeniu jak największej ilości serii. Ze względu na to, że z większością jestem daleko w polu, zapewne nie uda mi się niczego więcej skończyć. 

Dzisiaj zaczęłam i skończyłam "Niezłomnych", czyli ostatni tom "Nocnej szkoły". Nie lubię kończyć serii, chociaż nigdy nie mogę się tego doczekać. Zawsze wyczekuję z zapartym tchem, ale jednocześnie smutno mi że to już koniec. 

Wybrani, czyli pierwszy tom,  jest lekki i przyjemny, ma 432 strony, ale wystarczy dobra herbata oraz trochę wolnego czasu, aby pochłonąć ją za jednym razem. Jest to typowa młodzieżówka więc nie poleciłabym jej wymagającym czytelnikom oraz tym którzy mają dość szkolnych romansów. Sama nie tyle zakochałam się w samej serii pani Daugherty, ale w jej szkole, w szkole jaką ona wykreowała i mimo wszystko chciałabym się tam uczyć. 

„-Och, co za rodzina – podsumował, kiedy przestał się już śmiać. – Banda bogatych dziwaków, świrów i drani.”

Intrygująca powieść, trochę chaotyczna i czasami trudno się połapać co już było, jaki szczegół ominęło się i skąd ta scena. Seria posiada wady i zalety, ale idealnie nadaje się dla każdej nastolatki. Nie mamy tutaj nie wiadomo jakich „słodzeń”, a akcja czasami umie obrać zaskakujący zwrot akcji. Najbardziej do gusty przypadł mi pierwszy tom (Wybrani) oraz czwarty (Zbuntowani). Ta druga bardziej mi się podobała, ale przemilczmy. Nie wiem do czego maiłabym się przyczepić jeszcze. Każdą z pozycji czytałam w dość dużych odstępach, co spowodowało, że nie pamiętam szczegółów, warto jednak zwrócić uwagę na wspaniale wykreowanych bohaterów o barwnych charakterach oraz na poczucie humoru, wepchnięte gdzieniegdzie. 

„-Aurora. – Rachel chwyciła Nicole za rękę. – Bogini jutrzenki.
Zapadła cisza.
-Doskonale – pochwaliła ją Allie.
Nazwa spodobała się nawet Katie.
-Mogło być gorzej.
Zoe patrzyła na nich z niedowierzaniem.
-Naprawdę uważanie, że to lepsza nazwa niż Braterstwo Bólu?”

„Przecież ludzie już nieraz zmieniali świat. „Nam też się uda”. W tej chwili dotarło jednak do niej, że nie naprawi świata, jeśli najpierw nie zda testu z chemii.
-Muszę wracać do czytelni – oznajmiła ponuro. – Rachel już przygotowała narzędzia tortur.”

Sama polecam, ale nie wmuszam. Jeżeli ktoś z was czytał, zapraszam do podzielenia się własnym zdaniem. Pozdrawiam,
M. 

1 komentarz:

  1. Super recenzja ^^ nie czytałam tej książki, ale mnie zachęciłaś :D haha, chyba muszę przestać czytać recenzje, bo mój stosik książek do przeczytania powiększa się w trybie światła :P a czasu brak... ;/

    wankostories.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń